-Idziesz na fajkę? - Hanka wyrwała kolegę z pracy.
-Yyy no mogę iść właściwie - zamknął segregator i spojrzał na nią.
-No dobra to czekam na Ciebie przy windzie - odeszła od boksu udając się w kierunku szklanych drzwi windy.
Pizgało tego dnia straszliwie, choć słońce świeciło wprost na nich.
-Bzykałeś coś wczoraj? - zapytała Hanka.
-Nic, taki marazm, że fiut mi zaniknie jak nie będę używał - odpowiedział jej D.
-Gdybyś nie był gejem, to bym Cię wykorzystała, aaaale mamy niestety taki sam gust - skwitowała.
-No a ty nie umawiałaś się przypadkiem z jakimś byczkiem ostatnio?
-No, umówiłam się na dzisiaj, ma dać mi znać o której możemy się spotkać. Czekam na wieści jak na Gwiazdkę - zaciągnęła się papierosem, kiedy odezwał się sygnał sms w jej telefonie - o pewnie moj lowelas pisze. Pipa mnie tak swędzi, że już nawet mój gumowy przyjaciel nie daje rady - zwierzyła się D.
-No to musisz wykorzystać Byka dzisiaj. I nie wracaj mi jutro do pracy niezaspokojona, bo będziesz znów się łasić do prezesa.
-Przeeeeestań. Ostatni numerek z nim dał mi do myślenia. Facet ma kawał mięcha, ale nie potrafi nic z nim zrobić. Nawet myślałam, czy on może nie jest bi albo kryptogejem czy jak Wy to tam nazywacie.
Oczy D. rozbłysły nadzieją na numerek z prezesem po godzinach, na biurku w przytłumionym świetle opustoszałego biura. Rozpostarła się przed D wizja dymanka na fotelu prezesa, na jego biurku, widział już jak w ekstazie rozrzuca po podłodze dokumenty i strąca rękami metalowe kubki pełne ołówków i spinaczy...
-Halo Huston! Jesteś tam? - trąciła go palcem Hanka - chyba się rozmarzyłeś trochę co?
-Ano.
-Wracamy, mam raport do przeczytania. Bleeeh.
Hanka miała na sobie tego dnia jednoczęściową gładką sukienkę w kolorze granatu tak głębokiego, że można było się zachłysnąć kiedy się na nią patrzyło. Miała taki dekolt, że gdyby nie klamra spinająca paski materiału okrywające piersi, te wypłynęły by na wierzch w całej okazałości. Do tego kremowo - beżowe bolerko, szpile w tym samym kolorze i srebrny łańcuszek z wisiorkiem w kształcie delfina. Wyglądała jak z rozkładówki Vouge.
-Kurwa, kurwa, kurwa! Jestem ugotowana! - syknęła zwieszając się przez ściankę boksu D. wprost do jego ucha.
-Co się stało? - wystraszony D. zamknął szybko okno przeglądarki internetowej, na którym w krótkiej chwili ukazał się Hance napakowany gach z wywieszoną fujarą z obcisłych slipów.
-Napisał do mnie.
-Kto?
-Proboszcz parafii kurwa, no jak kto!
-Aaaa i co i co i co?
-Chce żebym przyjechała do niego dzisiaj. Ma po mnie przyjechać do pracy o 16:00.
-No to świetnie!
-Świetnie, świetnie. Zaspałam dziś do pracy głąbie, byłam na 3 spotkaniach i biegałam jak kot z pęcherzem z dokumentami. Cipa mi się spociła od tego wszystkiego! Nie czaisz?
-Ups - współczuł jej D.
-Nie pojadę do niego z brudną muszlą. Spłoszę sobie taaaaki okaz. Co robić, co robić - gorączkowo zastanawiała się Hanka kucając przy biurku D. schowana za boksem, żeby jej prezes przez szklane ściany nie wypatrzył.
-A nie zdążysz pojechać do domu na chwilę?
-Przecież ma przyjechać po mnie kołku!
-A no tak. Nooo to zostaje Ci kochana hmmm chyba nasza łazienka i szybka podchlapka - zaproponował D i uśmiechnął się promiennie do Hanki.
-No chyba masz rację.
Wybiła 15:00
Dwadzieścia minut później Hanka zatrzasnęła za sobą drzwi damskiej łazienki nakleiwszy z drugiej strony kartkę: "Nie przeszkadzać! Skupiam się!"
Stała chwilę przed lustrem opracowując strategię działania.
-Zdjąć sukienkę czy zadrzeć ją do góry? W butach czy bez? Co ja zrobię z majtkami? Cholera torebkę zostawiłam w gabinecie. Ile mam czasu - gorączkowo rozmyślała, zerknęła na zegarek i podjęła decyzję.
Chwilę później zadzierała prawą nogę opierając ją o granitową taflę blatu zlewu. Obok leżały zwinięte w kłębek rajstopy i niechlujnie rzucone czarne majtki. Woda wartkim strumieniem płynęła z kranu chlapiąc na wszystkie strony. Z zadartą sukienką i rozłożonymi nogami próbowała w pierwszej chwili utrzymać równowagę łapiąc jakiś środek ciężkości a chwilę później trzymając kolano prawą ręką lewą podchlapywała pipkę ciepłą wodą ze strumienia.
-Kurwa! Zaraz wywinę tu orła i znajdą panią dyrektor po 2 dniach nieprzytomną z pizdą na wierzchu leżącą w łazience w pracy. Będą się zastanawiać: Co też ona tu uskuteczniała - zamyśliła się.
Schyliła mocniej głowię kierując ją bardziej między nogi.
-Nic chyba nie czuć. Śledziem nie jedzie, więc chyba starczy tej zabawy w gimnastykę - na wszelki wypadek powąchała rękę którą się podmywała.
Spojrzała w kierunku dozownika z papierowymi ręcznikami. Pusto, ani jednego skrawka papieru.
-Może choć toaletowy jest - skierowała się do kabin zdjąwszy nogę z blatu. Z zadartą wciąż sukienką poczłapała boso. W pierwszej - pusto, w drugiej pusto, w trzeciej - dwa ostatnie kawałki.
-Nooo to se wyschnę w naturalny sposób - stwierdziła w myślach.
Obciągnęła sukienkę i spojrzała na zwinięte rajstopy i majtki.
-Hmmm no rajstopy muszę założyć, przecież z gołymi nogami nie pójdę, ale majtki... - zamyśliła się. Wzięła do ręki czarną koronkę i powąchała -O żesz kurwa! Jak w rybnym - odepchnęła od nosa materiał.
-No cóż kochane, nie mam gdzie Was włożyć. Good bye! - trąciła majtki wprost do kosza nie zwracając uwagi na to czy wylądowały w czy poza koszem. Szybko naciągnęła rajstopy, ogarnęła się nieco i wyszła z łazienki.
Wpadła wprost na D.
-I co? Już się podmyłaś? - zainteresował się.
-A idź w cholerę. Myślałam, że to będzie prostsze! majtki wyrzuciłam do kosza, bo nie były przyjemne w zapachu. Będę kurwa kopciuchem bez majtek - zwierzyła się.
-Noo ale masz rajstopy. Nie uwierają cię?
-Nie, ale mam przeciąg między nogami - zawyła w duszy i zerknęła na zegarek - cholera idę, bo ten zaraz przyjedzie.
Szybko cmoknęła D. w policzek i pomachała mu na pożegnanie jakby wyjeżdżała do ciepłych krajów. Zgarnęła tylko torebkę z gabinetu i zbiegła po schodach wprost do samochodu swojego byczka.
Będzie się działo - zamyślił się D. patrząc na sprzątaczkę, którą właśnie wchodziła do damskiej toalety by ją nieco ogarnąć...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz